CARNAL "Re-Creation"
(Revolution Records)
Wcześniej nie było mi po drodze z twórczością Carnal. Jak się okazuje, zespół poczyna sobie całkiem sprawnie na naszym podwórku, nawet jakieś sukcesy na swoim koncie ma. "Re-Creation" cieszy oko ładnym digpackiem i aż chce się sprawdzić, co też ci panowie grają. Tutaj jest już niezbyt ciekawie jak na mój gust. Zanim wziąłem się za odsłuch najnowszej pozycji w dyskografii Cyrnal, trochę poszperałem w celach informacyjnych. Niemal wszędzie przewijał się doom i death metal, z takim nastawieniem też podszedłem do najnowszego krążka tej formacji. Jakież było moje rozczarowanie po pierwszym przesłuchaniu. Owszem elementy wcześniej wspomnianych stylów przewijają się w muzyce zespołu, tyle tylko, że procentowo rzecz ujmując nie jest tego zbyt wielu. Z przykrością stwierdzam, że o to mamy kolejny zespół, który wybrał drogę, która najprościej określić, jako "dla każdego coś miłego". Mieszanie stylów wychodzi im wzorcowo, tyle tylko, że jak to mówiła jedna pani z reklamy TV "jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego". I to sprawdza się, jeśli chodzi o "Re-Creation", którego muzyczna zawartość to taka muzyka środka. Trochę tu ciężaru, szczypta agresji, sporo groove, konkretna dawka melodii, kilka nawiązań do southern rocka, całkiem pokaźne wpływy mainstreamowej papki z MTV dla "niegrzecznej młodzieży". W konsekwencji słuchacz dostaje płytę tak cholernie wyważoną, że chce się wyć. Zupełnie jakby panowie bali się przekroczyć granicę i poruszają się tak, aby uszczypnąć po trosze to z tego, to z tamtego. Nie przemawia to do mnie zupełnie. Może dla "zbuntowanej" młodzieży w wieku licealnym "Re-Creation" będzie zajebistą płytą, bo przecież jest czad, są ciężkie riffy, a i w chuj melodii, co by się tego słuchało lekko, łatwo i przyjemnie. Słychać, że muzycy zapatrzeni są w najnowsze muzyczne wzorce, bo album brzmi bardzo nowocześnie i trendy. To pozwala mi też sądzić, że "Re-Creation" z założenia miała swój target w słuchaczu młodym, którego gust nie jest jeszcze do końca ukształtowany,. Żeby nie było, że nic mi się nie podoba i tylko się czepiam
plusem jest tu mocny, mięsisty sound. Ktoś odwalił kawał dobrej roboty przy produkcji tego krążka, dzięki czemu całość brzmi potężnie. I to by było właściwie na tyle, bo co bym nie napisał to i tak zainteresowani sięgną po te CD.
Ocena: 3/6
Tymothy
Old Temple Magazine
CARNAL "Re-Creation"
(Revolution Records)
Carnal nie jest kolejną polską deathmetalową maszyną. Ani black, ani doom. W ogóle trudno ich zaszufladkować. I bardzo dobrze.
Parafrazując słowa jeszcze mniej metalowej piosenki, niż lżejsze fragmenty "re creation", znajdziemy na trzeciej płycie warszawiaków (ex-żurominiaków?;) "Nagłe sztormy, ranne mgły/ Czasem stoner, czasem thrash/ Czasem czad aż strach". Ale to jest ich największą siłą.
Wielowymiarowość "Ponownego Stworzenia" bierze się z urozmaiconej gry gitarzystów, ale i różnorodnego bębnienia zasłużonego Wiśni (perkusisty znanego także z The Supergroup i niegdyś Fall Insane), czy śpiewania i krzyczenia na wszystkie możliwe sposoby szefa Carnala, Roberta Gajewskiego. I żeby nie było, że ta nieokreśloność wynika z braku koncepcji na zespół. Tu wszystko do siebie pasuje! Brzmienie przypominające początek wieku i nu-metalową zawieruchę płynnie przeradza się w thrashową galopkę. I działa. Na przykład w "Between Greed + Fear", stylowo wolnym, naznaczonym piskami wioseł, które mogą kojarzyć się z pewną miejscowością w stanie Iowa. Ale już refren z przetworzonymi lekko wokalami jest absolutnie autorski.
W "What if I" mamy dla odmiany sporo stonerowych oparów i śpiew znacznie bliższy tej estetyce, niż typowemu metalowemu darciu kopary. I coś czuję, ze to sprawka zakochanego w stoner rocku producenta płyty, Przemka Wejmanna. Jakkolwiek często/ rzadko Carnale ulegali wpływom Perły, efekt starć jest co najmniej zadowalający. Co najlepiej zaobserwować na znanej większości fanów rocka piosence "More" zespołu The Sisters Of Mercy. Rzecz oczywiście jest przearanżowana i bliżej jej do ciężaru i rytmiki Machine Head, niż do rockowej zwiewności wampirycznego oryginału. Na żywo nabiera jeszcze bardziej carnalowej cielesności i dobrze wkomponowuje się między własne kompozycje zespołu. O czym mogliśmy przekonać się zimą, kiedy Carnal zastąpił Heaven Shall Burn na warszawskiej niby-Metalmanii, a co potwierdzą zapewne zbliżającymi się koncertami, podczas których pograją więcej nowych kompozycji. Może i najbardziej zaskakującą, balladową "Hope Against Hope". Mam nadzieję, ze tak:)
Carnal zrobił sobie prezent na dziesiąte urodziny, udany drugi album może być dobrym punktem wyjścia do poważnego rozwoju ich kariery. Oby to "re creation" nie pozostało tylko fajnie brzmiącym hasłem.
Zbigniew Zegler
Ocena ogólna:
5/5
Wp.pl